„Jeśli w pełni zaakceptuję siebie, to przestanę się rozwijać” – usłyszałam kiedyś od pacjentki. Poczułam wtedy głęboki smutek, bo samoakceptacja nadal zbyt często postrzegana jest jako nieuzasadnione zadowolenie z siebie, a nawet narcyzm. Tymczasem prawda jest zupełnie inna.
Pozwolę sobie na pewne wyznanie – brak samoakceptacji, który obserwuje wśród kobiet, jest jednym z największych wyzwań, z jakimi przychodzi mi się zmierzyć w mojej praktyce psychologicznej. Ale także w życiu prywatnym. Za każdym razem, kiedy rozmawiam z mądrą, wrażliwą i świadomą kobietą, która nie potrafi w pełni zaakceptować siebie, budzi się we mnie złość. Nie na nią, tylko na to, co ją ukształtowało, nie pozwalając jej wierzyć, że jest wystarczająca, taka jaka jest. A to sprawia, że nie może w pełni odczuwać szczęścia, cieszyć się życiem, oddychać pełną piersią, żyć po swojemu i na własnych zasadach.
Zdania, które mają wpływ na całe życie
Praca psychologa z pacjentami polega m. in. na zamianie negatywnych przekonań, które pacjenci nabyli w trakcie swoich życiowych doświadczeń, na takie, które im służą i są dla nich dobre. Takich przekonań jest bardzo wiele, a pierwszym zadaniem jest odnalezienie ich i nazwanie. Są to zdania, które prowadzą nas przez życie, takie jak:
- „Nikt mnie nie pokocha, jeśli będę się tak zachowywać (lub tak wyglądać)”.
- „Nie jestem tego (miłości, zaufania, uwagi etc.) warta”.
- „On mnie tak źle traktuje, bo na to zasługuję”.
- „Od mojego wyglądu zależy moje samopoczucie”.
- „Powinnam bardziej się starać”.
- „Inni są mądrzejsi ode mnie”.
- „Znowu zrobiłam z siebie idiotkę. Do niczego się nadaję”.
- „Mam za duże uda, żeby pokazać się w bikini”.
Takie zdania to kalki tego, co na swój temat słyszeliśmy w dzieciństwie lub wnioski, jakie wyciągnęliśmy na podstawie własnych obserwacji. Jeśli rodzice chwalili nas za „siedzenie cicho”, a ganili za głośną zabawę, to jako dziecko wyciągam wniosek, że akceptacja moich rodziców jest uzależniona od bycia niezauważalnym i potulnym, a „głośna obecność” zasługuje na karę. Jeśli nieśmiałe dziecko słyszy od rodziców „No, co tak stoisz, odezwij się w końcu. Nie potrafisz się zachować!” – odbiera swoją nieśmiałość jako coś złego, czego należy się wstydzić. Takie słowa, w odniesieniu do cech, na które nie mamy wpływu, np. charakteru, temperamentu czy wyglądu, prowadzą do braku akceptacji siebie, takimi, jacy jesteśmy. Nie są one zazwyczaj efektem złośliwości naszych rodziców lub bliskich, ale raczej niewiedzy i nieświadomości.
Samoakceptacja i samoocena idą zawsze w parze
Praca nad samoakceptacją jest procesem bardzo złożonym. Często te „głosy” na swój temat tak bardzo zrastają się z osobowością, że myślenie o sobie w inny sposób budzi ogromny wewnętrzny opór. „Jak mam zaakceptować swoją nieśmiałość w kontaktach z innymi, skoro tyle razy utrudniała mi życie? Chcę się jej pozbyć!” – słyszę czasem od pacjentów. Zaakceptowanie faktu, że nieśmiałość to cecha naszej osobowości, że tak naprawdę bywamy śmiali lub nieśmiali tylko w niektórych okolicznościach, w końcu, że mamy prawo do bycia innymi niż większość ludzi na świecie (czy rzeczywiście większość ludzi jest śmiała?), bo każdy z nas jest inny, może być niemożliwa bez wzmocnienia samooceny i poczucia własnej wartości w ogóle. Społeczeństwo i kultura, w której dorastamy i żyjemy nie sprzyja zadowoleniu z siebie, więc trudno znaleźć inny punkt odniesienia, niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajani od dzieciństwa. Na szczęście samoakceptacji można się nauczyć.
Samoakceptacja to być dla siebie dobrym – tak po prostu
Budowanie poczucia własnej wartości i samoakceptacji w oparciu o ocenę innych jest z góry skazane na porażkę. Ale gdzie ich w takim razie szukać? Jak zacząć? Od siebie i bardziej przyjaznego spojrzenia na własną osobę. Zazwyczaj jesteśmy dla siebie „surowymi rodzicami”. A co by się stało, gdybyśmy spojrzeli na siebie, jak na dziecko, które wymaga czułości i wsparcia? Czy ono jest leniwe, kiedy nie ma ochoty na odrabianie lekcji? A może jest zmęczone? Czy ono jest niewarte miłości, bo sięgnęło po kolejny kawałek tortu i nie zjadło porcji warzyw na obiad? Kiedy pomyślimy o sobie z czułością i współczuciem, łatwiej zaakceptować błędy i wybaczyć sobie niedociągnięcia. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…
O stawianiu granic – sobie i innym
Kolejne kroki budowania samoakceptacji wiążą się ze stawianiem granic – sobie i innym. Na czym polega wewnętrzne stawianie granic? Na zauważaniu myśli, które burzą naszą wewnętrzną akceptację siebie i zatrzymywaniu ich. To zwyczajne powiedzenie sobie: „Nie, nie będę tak o sobie myśleć, bo nie zasługuję na tak surową ocenę”. Taka samocenzura po pewnym czasie wchodzi w krew, choć zawsze należy zachować czujność, aby stare przyzwyczajania nie wracały. Jednocześnie warto zacząć stawiać granice innym osobom, którzy nas oceniają – ze złośliwości lub nieświadomie. Pierwszy sprzeciw na złośliwy komentarz cioci („Oj, ale Ty masz duży brzuszek!”) może być trudny, ale z każdym kolejnym jest coraz łatwiej. Jeśli przykre komentarze zazwyczaj są kierowane przez te same osoby (a zazwyczaj tak jest), pierwsze, jasne postawienie granic („Ciociu, nie chcę, żebyś tak do mnie mówiła. Takie słowa sprawiają mi przykrość”), bardzo często rozwiązuje problem.
Wracając do pierwszego zdania artykułu – czy rzeczywiście akceptowanie siebie powstrzymuje od samorozwoju? Wręcz przeciwnie! Samoakceptacja to umiejętność dostrzegania w sobie zalet i wad i akceptowania ich, patrzenia na siebie z życzliwością i szacunkiem. Wbrew pozorom to najczęściej przemocowe traktowanie siebie powstrzymuje nas przed zmianą, bo zakłada, że zmienimy się natychmiast, nie zważając na nasze ograniczenia. Dając sobie czas i przestrzeń na popełnianie błędów, na odpoczynek, robimy jednocześnie przestrzeń na zmiany, a nie na „naprawianie”. Bo nikt z nas nie jest zepsuty.








Trackbacks & Pingbacks
[…] wzmocnienie jest ważnym elementem wspierania kształtowania osobowości młodego człowieka. Jeśli rodzice pytają mnie, jak chwalić dziecko, moja odpowiedź jest prosta […]
[…] nie muszą Cię lubić. Nie muszą akceptować Twojego postępowania. Co więcej, mogą się z Tobą […]
[…] oczekiwań wobec niego? Czy nie warto spojrzeć na nie z miłością, czułością i wyrozumiałością? Ja już wiem, […]
[…] dosyć ściśle łączą tendencję do prokrastynacji z doświadczeniami wyniesionymi z dzieciństwa oraz stylem wychowania przez rodziców. Badania wskazują, że prokrastynacja […]
Dodaj komentarz
Want to join the discussion?Feel free to contribute!